Fot. Agnieszka ŚWIST Jeden jest mój- lecz dla nich wszystkich A drugi jest ich- lecz mój prywatny W jednym śpię w łożu z trzcin łatwopalnych A w drugim w tym łożu śpią moje myśli Jeden ja kocham- jak mogę najbardziej Drugi kocha mnie- tak jak ich wszystkich Są dwa światy i nas jest dwoje Obydwa są nasze, lecz ich nie znamy W każdym są ważne tylko Dwoje obywateli ,dwa światy ,dwie kary… Tuesday November 25th, 2014 Jaromir 1 Comment Kibice , Małkowski , Temida O gwałt i usiłowanie dokonania gwałtu oskarżyła byłego prezydenta Olsztyna Czesława Małkowskiego białostocka prokuratura okręgowa. Taką powieścią jest "Nas dwoje", zachwycający debiut literacki Holly Miller. To historia o miłości z góry skazanej na niepowodzenie oraz o trudnych wyborach i decyzjach, które zaważają na całym życiu. Jedna z najpiękniejszych i najsmutniejszych powieści tego roku! Joel jest singlem od czasu, gdy poprzysiągł sobie, że już nigdy Program nosił nazwę Dwa światy. Program trwał 14 tygodni. Przez pierwsze siedem dni wszyscy mieszkali w domu luksusowym, gdzie niczego im nie brakowało, a realizatorzy programu starali się spełniać ich zachcianki. Tydzień później wszyscy przenieśli się do domu wiejskiego, gdzie z kolei nie było niczego. Żeby cokolwiek mieć do Na jej drodze pojawia się Aiden, Hemantoi który jest Protektorem z własnej woli. Przystojny i miły chłopak wzbudza w dziewczynie zakazane uczucia. Okazuje się, że przyszłość Alex nie jest tak oczywista, na jej drodze pojawia się jeszcze jedna osoba - Seth, niepokorny, niebezpieczny i niezwykle irytujący chłopak. . Dwa lata. Dwa światy. Od zera do bohatera? Na dwoje babka wróżyła... Dziś mija dokładnie dwa lata od mojego ostatniego wpisu na tym blogu... Masakra, jak ten czas poleciał! Pewnie dlatego, że bardzo wiele działo się w moim życiu. Od tamtego czasu zdążyłam kilkakrotnie zmienić pracę i miejsce zamieszkania. Wiele innych spraw też zmieniało się jak w kalejdoskopie... Kilka innych pozostało niezmienionych. Niestety nie zmieniają się te kłopotliwe. Ale nie wdepnęłam tutaj, żeby się użalać nad sobą albo rozpisywać na jakieś niepotrzebne tematy. Jeśli ktokolwiek jeszcze tu czasem zagląda, być może pamięta TEN WPIS ... Dokładnie 17go października 2015go roku wyjechałam pod Warszawę. Mieszkałam tam prawie dwa lata. Dokładnie 7go lipca 2017go roku wróciłam do rodzinnej miejscowości z różnych, mniej lub bardziej ważnych i mniej lub bardziej zależnych ode mnie powodów. Były to dla mnie najcięższe i najbogatsze w naukę życiową i zawodową dwa długie lata. Pracowałam w różnych miejscach i na różnych stanowiskach, żeby przeżyć i mieć dach nad głową, od sprzątaczki po ochronę... Robiłam rzeczy fajne, jak organizacja imprez masowych i mniej fajne, a nawet niechlubne, ale o nich sza... Była to bardzo wyczerpująca lekcja pokory i cierpliwości. Oraz poznawanie siebie samej od nowa. Można powiedzieć, że zaczynam od zera. Po raz kolejny w życiu. Właściwie to zaczynam nie od zera, ale od potężnego minusa. No jak szaleć to szaleć, nie? Jeszcze przed wyjazdem z Miastka, przez ciąg złych decyzji wpakowałam się w poważne kłopoty. Wykorzystano moją ufność i wiarę w człowieka i zaciągnięto na mnie dość pokaźne zobowiązanie. Na dzień dzisiejszy wisi nade mną widmo spłaty kilkudziesięciu tysięcy, któych nigdy na oczy nie widziałam. Ale sprawdziłam różne możliwości i nie ucieknę od tego. Mierząc mnie współczesną miarą, czyli "jesteś tym, na ile posiadasz majątku, rzeczy i zasobów materialnych", to jestem nikim i nie mam nic. Mierząc mnie miarą tego, co przeżyłam i relacji, jakie zawarłam i kontynuuję, jestem cholernie bogata... Zwłaszcza w doświadczenie ;P Podnoszę się z kolan. Nie jest to łatwe ani przyjemne. Wolałabym chyba mieć obity dziób i posiniaczone ciało. Bo fizyczne urazy się zgoją szybko. Najtrudniej walczy się z ranami duszy. I cholernie ciężko odzyskuje się straconą wolę walki. Ale się da. Wierzę w to. Dlatego im ciemniej w duszy, tym szerszy uśmiech na twarzy. Dlatego też właśnie dziś postanowiłam odezwać się tutaj, nawet jeśli nikt tego nie przeczyta. Bo chcę wstać, bo chcę znowu żyć, chcę zawalczyć o lepsze jutro i o to, by jutro być lepszym człowiekiem niż jestem dziś. A to moja "Nowa Nadzieja" ;) Jako nauczyciel akademicki powinnam przyjąć pracę zdalną z całym dobrodziejstwem jej inwentarza (oczywiście poza jej powodem). I tak w zasadzie pracuję w domu, poza prowadzeniem zajęć i bieżącymi sprawami w dziekanacie. Zajęcia przeniosłam na MS Teams, a bieżących spraw jest jakby mniej, biorąc pod uwagę, że uczelnie funkcjonują w ograniczonym zakresie. Mimo to mam wrażenie, że znajduję się pomiędzy dwoma światami. Jeden świat się zatrzymał, ale co z tego, skoro drugi szaleńczo goni, a ja próbuję za nim nadążyć. W świecie nr 1 samoistnie zawiesił się nabór na wizyty studyjne dla pracowników administracyjnych szkół wyższych w jednym z projektów – znaczy niby trwa, ale od początku marca nie mamy nowych zgłoszeń. Inna sprawa, że nie wiemy, kiedy te wizyty się odbędą – oby mimo wszystko wkrótce. W ramach drugiego projektu odwołano nam dwie konferencje (trzecia niby jeszcze ma się odbyć), na których dopiero co zaakceptowano nam referaty; dobrze że skończyłyśmy prowadzenie badań terenowych… W kolejnym projekcie jeszcze dwa tygodnie temu podczas kick-off meetingu ustalaliśmy daty kolejnych działań i póki co cisza – wszyscy są chyba zajęci światem nr 2. W świecie nr 2 – tym zdalnym i wirtualnym – wszystko stanęło na głowie. Przed komputerem spędzam na tyle dużo czasu, że chyba po raz pierwszy w moim życiu bywa, że nie mogę na niego patrzeć. Pojawiła się cała masa spraw na teraz, zaraz i najlepiej jednocześnie. Faktem jest, że sporo z nich dotyczyło Stowarzyszenia, ale i bez tego ledwo nadążam. I czekam na ten moment, kiedy – wzorem moich doktorantów, którzy teraz intensywnie pracują nad swoimi rozprawami (co akurat mnie cieszy), będą mogła również zająć się pracą naukową (albo chociaż niebieżączką!). Między tymi oboma światami pojawia się przestrzeń – ni to realna, ni wirtualna, ale taka pomiędzy, która daje mi trochę radości, a trochę nowych, ciekawych doświadczeń. Na przykład zajęcia prowadzone online – jaka to była przygoda! Najpierw z koleżanką sprawdzałyśmy, co ogarnia widok z mojej kamery (mam PC all in one, więc widać dużo), później testowałyśmy, jak widać prezentację, jak działają poszczególne opcje i wszystko inne, abym później nie dała plamy. Zajęcia prowadziłam w MS Teams – ja mówiłam i zadawałam pytania, natomiast studenci pisali w czacie. Chyba się udało, choć miejscami czułam się jak prawdziwy streamer. Wczoraj analogiczny chrzest bojowy przechodził mój mąż, tyle że na Hangouts (i tym razem ja byłam jednym z jego królików doświadczalnych). Chylę czoła przed uczelnianymi informatykami, którzy muszą to wszystko ogarnąć infrastrukturalnie, a także od strony użytkownika, czyli nas i naszych bardzo zróżnicowanych umiejętności. Zaczęłam się wirtualnie zżywać z niektórymi osobami z mojej pracy. No, może zżywać to za duże słowo, ale patrzę sobie czasami, że ta czy inna osoba już świeci się na zielono – znaczy pracuje (albo że jeszcze się świeci – czyli nadal pracuje), albo że właśnie jej nie ma, albo że prowadzi rozmowę. Bardziej naturalne stało się wydzwonienie kogoś – nie tylko w wersji audio, ale i wideo. W końcu praca jest zdalna. Przedczoraj – tj. w niedzielę, prowadziłam konsultacje ze swoim doktorantem. Myślę, że jeszcze 2 tygodnie temu jedyną właściwą formą kontaktu byłby mój dyżur na uczelni. Rozrosły mi się również kanały komunikacji. Z jedną z bliższych mi osób utrzymywałyśmy dotychczas kontakt przez WhatsAppa – teraz jest to dodatkowo Messenger + MS Teams, a każdy do innych celów, aby się nie pomieszało (choć miesza się i tak). Z osobami, z którymi i tak utrzymuję bieżący kontakt, utrzymuję go jeszcze bardziej – poszerzając zakres pytań o to, jak się czują, a czasami i o zakres współodczuwania: o przepracowanie i przemęczenie (bo czasami do siebie dzwonimy zapytać, co słychać, a następnie uznajemy, że nie jesteśmy w stanie dalej konstruktywnie rozmawiać i przestajemy). Czas przestawienia się na warunki ekstremalne dał także przestrzeń do podejmowania nadzwyczajnych wyzwań. W ramach Stowarzyszenia udało się nam dwukrotnie zgrać i dużym wysiłkiem i nakładem czasu własnego przygotować dwa potrzebne dokumenty – pismo do MNiSW w sprawie ‘niebędących’ oraz raport z badania ankietowego na temat ograniczenia obowiązku świadczenia pracy na terenie uczelni. Teraz pracujemy nad organizacją obron online (lada moment ma nas czekać takie wyzwanie) i postulatami dotyczącymi zmian przepisów prawa powszechnego. Ostatni raz przypominam sobie taką mobilizację chyba w czasie pisania statutu. Kiedy już to wszystko się skończy i przestawimy się wszyscy na świat nr 1, mam nadzieję, że niektóre z tych miłych elementów z tego, co 'pomiędzy’ uda się zachować. Ale póki co trzeba przetrwać czas Strum und Drang w świecie nr 2. The following two tabs change content wpisy dr hab., prezes Stowarzyszenia Forum Dziekanatów; profesor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, kierownik Zakładu Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej, w latach 2012-2020 prodziekan Studium Magisterskiego; inicjatorka ogólnopolskiego Forum Dziekanatów. Współautorka monografii "Dziekanaty na wyższych uczelniach" (2018) oraz współredaktorka książki "Dziekanaty w procesie zmian" (2019). do swych miejsc przypiętych jak rzepy. Ja mam pewnie więcej spokoju, Ty masz dzieci. Są dwa światy i jedno słońce. Które u nas słabiej coś grzeje.. Ty masz pewnie duże pieniądze, ja nadzieję... Są dwa światy i nas jest dwoje do swych miejsc przypięci jak rzepy.. Ty masz wokół morza gorące..ja nadzieję.. <3 Jest sobota, za oknem świt I Warszawa kaszle miarowo. Wczoraj przyszedł od Ciebie list, Miłe słowo. Jesień u nas koronę ma, Tego roku, jakby cierniową. A Ty piszesz, że u was szał I punk-rockowo. Ref.: Są dwa światy i nas jest dwoje, Do swych miejsc przypiętych, jak rzepy. Ty masz pewnie więcej spokoju, Ja mam dzieci. Są dwa światy i jedno słońce, Które u nas słabiej coś grzeje. Ty masz pewnie duże pieniądze, Ja nadzieję, ja nadzieję. Jest sobota, za oknem świt I Warszawa kaszle miarowo. Wczoraj przyszedł od Ciebie list, Czułe słowo. Tamten wieczór, gdy ja i Ty, Tak, to była wspaniała chwila, Ale dzisiaj obeschły łzy, Więc pozdrawiam Cię - Maryla. Ref.: (2x) Są dwa światy i nas jest dwoje, Do swych miejsc przypiętych, jak rzepy. Ty masz pewnie więcej spokoju, Ja mam dzieci. Są dwa światy i jedno słońce, Które u nas słabiej coś grzeje. Ty masz pewnie duże pieniądze, Ja nadzieję.. Są dwa światy i nas jest dwoje, Do swych miejsc przypiętych, jak rzepy. Ty masz wokół morza gorące, Ja nadzieję. Są dwa światy i nas jest dwoje, Do swych miejsc przypiętych, jak rzepy. Ty masz pewnie więcej spokoju, Ja mam dzieci. Są dwa światy i jedno słońce, Które u nas słabiej coś grzeje. Ty masz wokół morza gorące, Ja nadzieję. Są dwa światy i nas jest dwoje, Do swych miejsc przypiętych, jak rzepy. Ty masz pewnie więcej spokoju, Ja mam dzieci. (c) 1986 Są dwa światy i nas jest dwoje.. Tak sobie myślę, że tworzymy teraz dwa odrębne światy... Ja mówię Tobie, że stracę pracę, a Ty mi, że masz podróż biznesową za ocean... Źle się z tym czuję. Czuję się gorsza i nie jest mi z tym dobrze. Ja już nie należę do tego Twojego świata, a może nigdy do niego nie należałam? Chyba przesadzam z tym nigdy... W każdym razie jakkolwiek byś nie chciał nie uda się to nam.. rozumiesz? Bo ja za bardzo słabnę przy Tobi i czuję się gorsza. Staram się zmienić pod Ciebie w kogoś kim nigdy nie byłam i nie będę. Nie jest to Twoja wina. Ty masz ogromne plany, cele. Mi do szczęścia wystarcza tak niewiele. Naprawdę. Nigdy nie byłabym szczęśliwa bo nie byłabym sobą :( Myślę, że Ty też. Wyrzucić to z siebie. Te wszystkie natrętne myśli o wszystkim. Przeszłość. Jak się od niej odciąć? Jak wyeliminować? Jak zapomnieć? Jak się pogodzić? No bo Ty jesteś przeszłością. Ale na nią nie ma się już wpływu. Przyszłością już nie jesteś Jej się boję coraz rzadziej. Będzie co ma być. Ja mogę myśleć, tworzyć i żyć tylko w teraźniejszości.